Kobieta z trudem powstrzymuje ciągnącego smycz psa rasy husky w parku.

Wychodzisz z domu i po kilku sekundach pies napina smycz. Zwalniasz, a on ciągnie mocniej. Zatrzymujesz się, czekasz, ruszasz i po chwili znowu czujesz ten sam opór w ręce.

Jeśli to znajomy obrazek, nie jesteś wyjątkiem. Pies ciągnie na smyczy w bardzo wielu domach i to jeden z najczęstszych problemów, z jakimi opiekunowie przychodzą na trening. Łatwo go też źle zdiagnozować, bo pies zwykle nie ciągnie dlatego, że „nie szanuje człowieka”. Najczęściej po prostu ciągnięcie mu się opłaca.

Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

Spójrz na spacer oczami psa. Przed nim zapach, kilka metrów dalej inny pies, na trawniku coś ciekawego, za chwilę rower, potem człowiek i jeszcze sto rzeczy, których Ty nawet nie zauważasz. Pies chce tam podejść, więc rusza. Smycz się napina, ale po chwili pies dociera do tego, czego chciał.

I wtedy dostaje bardzo konkretną informację: ciągnięcie działa. Nie musi tego świadomie analizować. Wystarczy, że zachowanie przynosi efekt, a po wielu takich spacerach staje się nawykiem.

Dlatego samo powtarzanie „nie ciągnij” niewiele zmienia. Pies nie potrzebuje kolejnego komunikatu, że robi źle. Potrzebuje nauczyć się innego sposobu dotarcia tam, dokąd chce.

Czasem problemem nie jest smycz.

Pies może ciągnąć, bo jest zainteresowany otoczeniem. Może też ciągnąć, bo jest pobudzony: zobaczył psa, chce podbiec do człowieka, przejechał samochód albo od wyjścia z domu „wchodzi na obroty”. W takiej sytuacji nie mamy już tylko problemu z chodzeniem na smyczy. Mamy psa, który nie radzi sobie z emocjami w danym momencie.

Możesz wtedy powiedzieć „noga”, „zostań” albo „spokojnie”, ale pies nadal jest w tym samym stanie emocjonalnym. Najpierw trzeba więc popracować nad sytuacją, w której sobie nie radzi, a dopiero potem oczekiwać konkretnego zachowania.

Jeśli Twój pies na widok innego psa zaczyna szczekać, warczeć lub gwałtownie rzuca się na smyczy, problem może wykraczać poza samo ciągnięcie. W takiej sytuacji warto przyjrzeć się również przyczynom tej reakcji i sposobom pracy nad spokojniejszym mijaniem psów. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule [Pies szczeka na inne psy – skąd to się bierze i jak rozpocząć trening spokojniejszego mijania].

Czy pies ciągnie „specjalnie”?

Często słyszy się, że pies „testuje właściciela”, „chce być przewodnikiem” albo „robi na złość”. To wygodne wyjaśnienie, ale w treningu niewiele daje. Pies nie planuje, jak uprzykrzyć Ci spacer. Robi to, co w danej chwili się opłaca i co potrafi.

Zamiast pytać „czego on ode mnie chce?”, lepiej zapytać: co ten pies już umie, w jakich warunkach i co dostaje za ciągnięcie? Takie pytania prowadzą do planu treningowego.

„W domu słucha, a na spacerze nie”

To zdanie słyszę bardzo często i właściwie nie ma w nim nic dziwnego. W domu pies zna otoczenie i wie, co się dzieje. Nie ma tam setek zapachów, psów, samochodów, rowerów i ptaków. Na spacerze świat robi się dużo ciekawszy.

Dlatego zachowanie wypracowane w domu nie pojawia się automatycznie na zewnątrz. Pies nie ma jednej uniwersalnej umiejętności „chodzenia na luźnej smyczy”. Musi nauczyć się jej w różnych warunkach: najpierw łatwych, potem trochę trudniejszych, a na końcu w prawdziwym świecie pełnym rozproszeń.

To trochę jak z nauką jazdy samochodem. Co innego spokojna ulica w niedzielę o ósmej rano, a co innego godziny szczytu. Umiejętność jest ta sama, warunki już nie.

Najczęstsze błędy opiekunów

Mężczyzna z wysiłkiem powstrzymuje ciągnącego smycz psa na ruchliwej alei w parku z widokiem na wieżowce w tle.

Większość z nich wynika z dobrych chęci i braku informacji, jak to zrobić inaczej.

• Rozwiązywanie problemu podczas jednego spaceru. Pies ciągnie, więc przez 40 minut ćwiczymy luźną smycz. Po kilkunastu minutach pies jest coraz bardziej sfrustrowany, Ty też, a spacer zamienia się w trening przetrwania. Trening powinien być krótkim fragmentem spaceru: kilka dobrych powtórzeń, chwila normalnego chodzenia, węszenie, znowu trochę pracy, znowu swoboda.

• Ciągłe poprawianie. Ciągłe „nie ciągnij”, „chodź”, „patrz na mnie” sprawia, że pies dostaje szum informacji, z którego trudno wyczytać, co jest właściwe.

• Oczekiwanie idealnego zachowania od razu. Pies, który dopiero się uczy, nie przejdzie całego spaceru z luźną smyczą. Lepiej zacząć od kilku kroków w dobrym stylu.

• Ćwiczenie wyłącznie w trudnych warunkach. Jeśli jedyny trening odbywa się na ruchliwym osiedlu, pies ma niewielkie szanse na sukces. Jeśli poziom trudności jest za wysoki, nie uczysz psa, tylko obserwujesz, jak sobie nie radzi.

• Brak konsekwencji. Jednego dnia ciągnięcie kończy się dotarciem do celu, innego nie. Dla psa to sprzeczny przekaz.

• Próba „wybiegania” problemu. Zmęczony pies czasem faktycznie ciągnie mniej, ale to chwilowe zmęczenie, a nie nauka luźnej smyczy. Ruch jest psu potrzebny, ale nie zastąpi treningu.

Jak zacząć pracę nad luźną smyczą?

To proces, a nie jedna sztuczka, i nie da się obiecać, jak szybko pójdzie. Tempo zależy od psa, jego temperamentu i tego, jak długo ciągnięcie było dla niego skuteczne.

Zacznij od tego, co pies potrafi

Jeśli pies ciągnie od wyjścia z klatki schodowej, nie zaczynałbym treningu w centrum miasta. Poszukaj miejsca, w którym pies może się skupić: spokojna ulica, trawnik, park o mniej ruchliwej porze albo teren treningowy. Chodzi o jedno: pies ma mieć realną szansę zrobić to dobrze.

Luźna smycz nie oznacza chodzenia przy nodze

Pies nie musi przez cały spacer maszerować równo przy Twojej nodze ani patrzeć Ci w oczy. Dla mnie podstawą jest coś prostszego: smycz jest luźna, a pies potrafi poruszać się razem z człowiekiem. Może być trochę z przodu, zatrzymać się, powęszyć, spojrzeć na coś interesującego.

Chcemy uniknąć schematu: pies ciągnie, człowiek jest holowany, pies dostaje to, czego chciał. Zamiast tego budujemy inny: smycz jest luźna, idziemy tam, gdzie pies chce, pojawia się możliwość węszenia. Wtedy otoczenie przestaje być przeciwnikiem, a staje się częścią treningu.

Nie zabieraj psu całego świata

Jeśli każdy spacer to „nie wąchaj”, „nie idź tam”, „zostaw”, „chodź”, pies może zacząć kojarzyć go głównie z ograniczeniami. A spacer jest dla psa: ma eksplorować, węszyć, obserwować. Nie zależy mi na psie, który idealnie chodzi przy nodze, ale przez cały spacer jest sfrustrowany. Zależy mi na psie, który potrafi korzystać z otoczenia i jednocześnie współpracować z człowiekiem.

Daj psu coś do zrobienia zamiast ciągnięcia

Jeśli zabierasz psu możliwość ciągnięcia, ale nie pokazujesz, co ma robić zamiast tego, zostawiasz pustkę. Dlatego uczymy między innymi reagowania na przewodnika, zmiany kierunku, podążania za człowiekiem, zatrzymania, spokojnego ruszania i pracy przy rozproszeniach.

Przede wszystkim uczymy psa, że kontakt z człowiekiem nie oznacza końca spaceru. Jeśli za każdym razem, gdy pies na Ciebie spojrzy, zabierasz go od interesującego miejsca, szybko może dojść do wniosku: „lepiej nie patrzeć na człowieka, bo zaraz każe mi iść”.

Trening zaczyna się od emocji

Czasem opiekun mówi: „On zna wszystkie komendy, tylko na spacerze nie chce ich wykonywać”. Być może. Ale ważniejsze pytanie brzmi: czy pies w tej sytuacji jest w stanie z nich skorzystać? Jeśli jest bardzo pobudzony, odpowiedź może brzmieć: nie.

Dlatego patrzę nie tylko na to, czy pies wykonał polecenie, ale też na poziom pobudzenia, sposób poruszania się, napięcie ciała, reakcję na otoczenie, możliwość powrotu do spokoju i kontakt z przewodnikiem. Pies, który potrafi usiąść na komendę, niekoniecznie potrafi sobie poradzić z emocjami, a to dwie różne rzeczy.

Co zrobić, gdy pies naprawdę mocno ciągnie?

Najpierw sprawdź, dlaczego. Jeśli ciągnie do trawnika, sytuacja jest prosta. Jeśli do innego psa, bo chce się przywitać, jest już trudniej. Jeśli jest nakręcony na rowerzystów, to jeszcze inny problem. A jeśli od pierwszej sekundy po wyjściu z domu jest „na 200%”, problem zaczyna się jeszcze zanim smycz się napnie.

Dlatego nie stosuję jednej recepty dla wszystkich psów. Czasem wystarczy się zatrzymać, czasem zmienić kierunek albo odejść kawałek. Czasem trzeba dać psu powęszyć albo zwiększyć dystans od bodźca. A czasem po prostu odpuścić ćwiczenie, bo pies jest dziś w stanie, w którym nie wykona go dobrze. To też jest część treningu: umiejętność przewodnika polega nie tylko na tym, by wiedzieć, co zrobić, ale też kiedy czegoś nie wymagać.

Dlaczego samo zatrzymywanie nie zawsze działa?

Bo pies może nauczyć się bardzo prostego schematu: ciągnę, człowiek się zatrzymuje, czekam, ruszamy, znowu ciągnę. Mamy wtedy trening zatrzymywania, a niekoniecznie trening współpracy.

Zatrzymanie, zmiana kierunku i nagroda mogą być przydatne, ale żadne z nich nie jest magiczną metodą. Liczy się to, jak połączysz je w treningu konkretnego psa. To samo dotyczy rad typu „kup szelki” czy „kup kantar”: sprzęt może pomóc, ale nie odpowie na najważniejsze pytanie: dlaczego ten pies ciągnie? Jeśli do zapachu, pracujemy inaczej niż wtedy, gdy ciągnie do psów albo jest bardzo pobudzony. Jeszcze inny jest punkt wyjścia, gdy pies po prostu przez trzy lata nauczył się, że napięta smycz oznacza „idziemy dalej”.

Kiedy warto pracować z trenerem?

Jeśli pies trochę ciągnie, ale poza tym spacer wygląda dobrze, wiele rzeczy możesz wypracować samodzielnie. Jeśli jednak:

• ciągnięcie jest bardzo silne,

• pies szarpie na smyczy,

• reaguje na psy lub ludzi,

• rzuca się na rowery albo samochody,

• szybko się nakręca i nie potrafi się wyciszyć,

• na zewnątrz praktycznie nie zwraca na Ciebie uwagi,

to prawdopodobnie nie jest już tylko kwestia chodzenia na luźnej smyczy. Warto wtedy spojrzeć na psa szerzej: nie tylko na to, co robi, ale też na to, dlaczego, co dzieje się przed zachowaniem i co po nim. Dopiero wtedy można dobrać sensowny plan pracy. Dobry spacer nie musi wyglądać jak pokaz posłuszeństwa. Pies może powęszyć, zatrzymać się, zainteresować otoczeniem, czasem popełnić błąd, potrzebować większego dystansu albo mieć gorszy dzień. A mimo to spacer może być naprawdę udany.

Bo celem nie jest pies, który przez godzinę wykonuje polecenia. Celem jest pies, z którym można normalnie żyć: który potrafi iść z Tobą, kiedy tego potrzebujesz, odpocząć, skupić się, korzystać z otoczenia i wrócić do współpracy, kiedy sytuacja tego wymaga. To właśnie jest dla mnie praktyczne szkolenie psa.

Szkolenie psa w Gliwicach

W PsiTrening pracuję nad takimi umiejętnościami. Prowadzę indywidualny trening psów w Gliwicach i okolicach, a nie kończę na tym, że pies wykona komendę na placu treningowym. Chodzi o to, żeby umiał wykorzystać wypracowane zachowania w normalnym życiu: przy smyczy, na spacerze, wśród psów, ludzi, samochodów i rozproszeń, ale też podczas węszenia i odpoczynku.

Dobrze wyszkolony pies to nie ten, który najlepiej wypada podczas ćwiczeń, tylko ten, z którym łatwiej i spokojniej żyje się na co dzień. Jeśli szukasz trenera psów w Gliwicach, więcej o mojej pracy znajdziesz tutaj: Szkolenie psów w Gliwicach.

Na koniec

Jeśli Twój pies ciągnie na smyczy, nie zaczynaj od pytania „jak go zatrzymać?”. Zacznij od: „co sprawia, że on chce ciągnąć?”, a potem: „czego chcę go nauczyć zamiast tego?”. To zmienia bardzo dużo, bo przestajesz walczyć z psem i zaczynasz pracować z psem.

Luźna smycz nie jest pojedynczą komendą. To umiejętność, której pies musi się nauczyć i którą trzeba stopniowo przenieść do prawdziwego życia.

Jeśli spacery zaczynają Cię przerastać, napisz do PsiTrening. Opisz krótko, jak wyglądają, a wspólnie ustalimy, od czego sensownie zacząć.